Jest styczniowy, lecz jasny i słoneczny dzień. Siedzę w pustym pokoju i zastanawiam się, jak ująć w słowa wszystkie myśli, które krążą mi po głowie.
Pusty pokój jest w domu, w którym mieszkam z rodziną od niedawna. Ponad trzy lata temu siadłam z ołówkiem i czystą kartką papieru i zaczęłam rysować pierwsze szkice nowego domu. I tak odkryłam moją nową pasję.
Przez te lata przeczytałam tysiące porad i oglądnęłam „milion” zdjęć. Przeszłam od informacji techniczno-budowlanych (lepsza wełna czy styropian) po te związane z funkcjonalnością (pralnia na parterze czy piętrze) na urządzaniu wnętrz skończywszy, a w tzw. międzyczasie nauczyłam się programu 3D i zrobiłam wizualizację wszystkich pomieszczeń.
Przemyśleniami i wiedzą, którą przez te lata zdobyłam chciałabym się z Wami podzielić, a blog wydaje się być idealnym do tego miejscem.
Bliski mojemu sercu jest styl klasyczny, amerykański i tego stylu będę się trzymać. Warunki nie pozwoliły mi na budowę domu (jako bryły) w amerykańskim stylu, jednak wiele elementów udało mi się przemycić, poczynając od amerykańskiego gontu na dachu i werandy na… młynku do odpadów skończywszy.
Dlaczego House of Mirrors?
To było moje pierwsze skojarzenie, kiedy weszłam do pustego domu, w którym poprzedniego dnia ekipa remontowa powiesiła lustra. Farby, tapety i właśnie lustra w prawie każdym pomieszczeniu — taki House of Mirrors pomyślałam.
Pozdrawiam Was,
Iwona